Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bury. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 lipca 2014

Pretty little liar

Korzystam z budzika w telefonie, który trzymam koło łóżka, więc czasem rano jestem w stanie udokumentować łóżkowe zachowania moich podopiecznych. I tak oto, pewnej soboty...

- Ach, jaka brudna się obudziłam!


- Już jedenasta, a myjnia jeszcze śpi, zawsze tak ma w soboty...


- Hej, ty! Poniedziałek! Zaspałeś do roboty!


Lizu, lizu, myju, myju...


- Jaki poniedziałek?! Przecież dzisiaj sobota, a SOBOTA JEST DLA KOTA! Zrobiła mnie w kopytnego!


- Nie narzekaj, Bury, dostaniesz buziaka.


- Dobrze, brudasku, tylko żeby mi to było ostatni raz... A teraz powylegujmy się do dwunastej.
- Ale tylko do dwunastej, bo mam dzisiaj dużo do nabrojenia.


Pięć godzin później...



Czy Wasze kociaste rozróżniają dni tygodnia?


sobota, 31 maja 2014

Kot o pięciu łapach

Zasadził dziadek rzepkę w ogrodzie,
Chodził te rzepkę oglądać co dzień.
Wyrosła rzepka jędrna i krzepka,
Schrupać by rzepkę z kawałkiem chlebka!
Więc ciągnie rzepkę dziadek niebożę,
Ciągnie i ciągnie, wyciągnąć nie może!
(...)
Na kurkę czyhał kotek w ukryciu,
Zaszczekał Mruczek: "Pomóż nam, Kiciu!"
Kicia za Mruczka,
Mruczek za wnuczka,
Wnuczek za babcię,
Babcia za dziadka,
Dziadek za rzepkę,
Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!
Pocą się, sapią, stękają srogo,
Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!
(...)
Tak się zawzięli,
Tak się nadęli,
Że nagle rzepkę
Trrrach!! - wyciągnęli!

Aż wstyd powiedzieć,
Co było dalej! 

 
J. Tuwim - Rzepka
 
Ano, to było dalej, że rzepka się pożegnała z więzadłami i poszła pospacerować na udo.

Bury został poddany operacji, która wywróciła jego życie do góry łapami. Narkozę, zabieg oraz najtrudniejszy okres tuż po nim zniósł źle. Nie będę opisywać szczegółów, ale dziwię się, jakim cudem żadne z nas nie dostało zawału serca. Obecnie kot pogodził się już ze swym nędznym losem, a ja mu nie próbuję nawet uświadomić, że druga rzepka też kwalifikuje się do operacji i biodro wychodzi ze stawu. Ze względu na jego zachowanie nie mamy nawet pewności, że przeprowadzony zabieg przyniesie oczekiwany skutek i odzyska sprawność. Może już do końca życia będzie kuterburynogą...

Opatrunek tuż po powrocie z lecznicy, kot zestresowany...

Teoretycznie łapa powinna zostać unieruchomiona na kilka tygodni pod odpowiednim kątem, a kot nie powinien się raczej ruszać. W rzeczywistości Bury codziennie jakimś cudem zdejmuje wiązany na przeróżne sposoby opatrunek z usztywnieniem. Jest w stanie rozwiązać sznurki i wyjść z kubraka czy kołnierza. Próbuje wyskoczyć na parapet. Na zamknięcie w transporterze czy klatce reaguje atakiem paniki, więc w najbliższych tygodniach nie planuję wyjazdów w góry, tylko będę chodzić po domu śladami kocich łapek i pilnować, by nie doszło do realizacji głupiutkich pomysłów, jakie wpadają do burej główki.

...opatrunek 15 minut później, kot zrelaksowany.

W lecznicy nazwano go Houdini. Zamiast na kontrolę po tygodniu zjawiamy się na wizytach codziennie w celu założenia na nowo opatrunku, z którego się wydostaje. Miał już żółty, pomarańczowy i czerwony, a obecnie nosi zielony zawiązany na szelkach i przykryty znienawidzonym, czerwonym kubraczkiem. Przecież nie pokaże się ślicznej pani weterynarz dwa razy w tym samym! W trakcie obwiązywania... zasypia. Podziwiam cierpliwość i pomysłowość pracowników, którzy go poznali.

Kochany kotek zgodnie z codziennym zwyczajem wita mnie w drzwiach słaniając się na nogach, a pewnego dnia po powrocie z pracy zastałam go chodzącego na pięciu łapach - cztery stanowiły jego własne, piątą zwisające z grzbietu usztywnienie w kształcie łapy. Na mój widok potulnie wszedł do transportera i pobiegliśmy na autobus do lecznicy. Na szczęście ma apetyt, nauczył się poruszania do przodu i bez fikołków, a także korzystania z kuwety na stojaka. Wprawdzie wygląda to tak, że kot stoi w kuwecie, a wszystko wylatuje na zewnątrz, ale liczą się dobre chęci. Obecnie połowę przedpokoju zajmuje zaparkowany pociąg z wagonikami kuwet i pieluch, a na odgłos szurania pędzę sprawdzać, czy rekonwalescent nie gra bobkami w squasha ze ścianą.

Piąta łapa jeszcze na swoim miejscu.

Jakby tego było mało, Brudna nie rozumie, co to za dziwnie poruszający się stwór śmierdzący lekami i wrzeszczący jak pantera. Pierwszy dzień spędziła za biurkiem, drugi za pralką, a trzeci za kuchenką. Gdy zatkałam wszystkie kryjówki, odważyła się przebywać w tym samym pomieszczeniu, na niedostępnych dla stwora wysokościach. Takie to życie sprawiedliwe - po sterylizacji Bury czule się nią zajmował, ogrzewał, mył, mruczał, a jak role się odwróciły, to ona na niego syczy, skacze i gryzie w ogon.

Gdzie jest Brudna?

Marzymy, by było już po wszystkim...


piątek, 4 kwietnia 2014

Chodzący potwór spaghetti

Brudna napędziła mi wczoraj stracha. Zakładałam fanpage o roli burych kotów we Wszechświecie, gdy przybiegła do mnie zadowolona i z głośnym mlaśnięciem niczym makaron wsunęła spory kawał sznurówki z metalową końcówką.

Staram się kotyfikować mieszkanie, nie trzymam na wierzchu przedmiotów mogących zaszkodzić kotom (m.in. gumek, nici dentystycznych), ale w przypadku kilku wolno stojących butów moją jedyną obawą było, że zostaną zniszczone - nie że zniszczą mi kota.

Spędziłam noc na czytaniu historii jak z horroru. Mnóstwo kotów zginęło po zjedzeniu włóczki w trakcie zabawy babcinym motkiem albo nitek odprutych z ulubionych bluzek zwariowanych kociar, dodatkowo parę dni wcześniej kotka koleżanki zjadła kilka rzemyków i nie do końca się ich pozbyła. Nie raz znajdowałam w kuwecie glazurowane ogony futrzanych myszek, ale moja wyobraźnia nie była w stanie ogarnąć przedmiotu długiego i grubego jak sznurówka firmy Karrimor w tak małych jelitkach marki devon rex.

Kicia zachowywała się jak zwykle, czyli skakała prawie po suficie i policzkowała Burego. Cieszyła się z dostania takich smakowitości jak pasta odkłaczająca. Nie wiedziałam, jak się zachować, a źródła internetowe przeczyły sobie - jedni zalecali przeczyszczenie kota, inni zostawienie go w spokoju, a całkiem spora rzesza natychmiastową operację. Wszyscy byli zgodni, że wystającej z mniej chwalebnej części kota nici nie należy wyciągać i że najlepiej udać się do weterynarza na prześwietlenie. Postanowiłam poczekać do następnego dnia, zresztą już nadchodził świt. Dziś Brudna nie sygnalizuje żadnych problemów, skacze po suficie i policzkuje Burego, a sznurek wydostał się na światło dzienne lekko wspomożonymi siłami natury.

Udało mi się uzyskać informację, że w przypadku połknięcia niebezpiecznego obiektu najskuteczniejsze jest rozcięcie żołądka. Nie każdy przedmiot znudzi się i wyjdzie sam, kocie jelita są pokręcone jak ich właściciele. Nie można lekceważyć zauważalnego osłabienia kota, na etapie apatii często jest już za późno. Pamiętajcie o tym w trakcie wiosennych porządków.


A teraz przyznajcie się, kto jeszcze trzyma buty na wierzchu?


czwartek, 19 grudnia 2013

Kartonowe historie

- Co ona tam niesie?

- Jak to pachnie?

- Czy to smakuje?

- Ble, znowu nie tuńczyk

- Co on tam ma?

- Hej, mogę spróbować?

- A jak myślisz?

- Ale ja o nic nie pytałam... O, ptaszek!


Bury jest bezsprzecznie królem kartonów. Posiada przestronną kartonową jadalnię, 2 sypialnie różnej wielkości, kartonowy gryzak i tekturowy drapak. Wygryzanymi trotami potrafi rzucać przez pół pokoju i dopiero wtedy Brudna może się nimi pobawić. Jak próbuję je pozamiatać, to zazdrośnie trąca mnie łapą. O jadalni i drapaku pisałam już na blogu.

Gdy kocur czuje się niepewnie, bo np. przeskrobał coś na moich oczach, to siada grzecznie w kartonie niczym w kącie. Jest to bezpieczne miejsce, z którego go nie wyciągam wbrew jego woli. Brudna nie ma tam wstępu, ale podejrzewam, że tylko dlatego, iż jej się nie chce. Chętnie wyjada Buremu chrupki ze znajdującej się w Królestwie kuli i zaczepia jego ogon wystający z pudełka, lecz do spania wybiera zawsze moje kolana.

Nawet tygrysy kochają pudełka. Jakie są Wasze kartonowe doświadczenia?


poniedziałek, 7 października 2013

Brudna

Bury dostąpił zaszczytu opiekowania się młodszą siostrą. Do jego obowiązków należy czyszczenie nietoperzowych uszu oraz inicjowanie porannych gonitw.

Koty bardzo szybko się zaakceptowały. Kocur stracił dużo ze swojej kocięcości, wcielając się w rolę starszego brata. Nie jest już tym głupiutkim stworzeniem, które turla się po dywanie czy topi futrzane myszki w misce z wodą. Zaczepianie małej tak go wyczerpuje, że nie ma energii na mizianki i zabawy ze mną. Mała non stop zajmuje JEGO miejscówkę na moich kolanach, rozrzuca JEGO zabawki po mieszkaniu, atakuje kartonowe królestwo i zgubiła jego ulubioną myszkę z Grzankowa!


Zauważyłam, że przeszkadza mu jej mysi zapach, a ona się buntuje, gdy kocim języczkiem przekracza granice, na które może sobie pozwolić młoda dama. Jej kuwetowy rytuał polega na wykopaniu dołka do samego dna kuwety, załatwieniu się, wejściu tylnymi łapami do kałuży, zasypaniu żwirkiem głowy przednimi łapami, wyskoczeniu jak z procy i popędzeniu do pokoju. W przeciwieństwie do niej Bury zawsze dokładnie się myje po skorzystaniu z kuwety i dba o to, by na łapkach nie było żadnych drobinek. Nawet wtedy, gdy ktoś go gryzie za ogon...

Z racji tego nazwijmy ją roboczo Brudną, zresztą z umaszczeniem typu niebieski point wygląda, jakby właśnie wróciła z wycieczki po bardzo zakurzonym strychu.


Bury spędził pierwsze miesiące życia ze swoim rodzeństwem w domach tymczasowych, ale mieszkaliśmy tylko we dwoje. Był kotem drobnym i uległym, z objawami choroby sierocej. Od pewnego czasu wykazywał objawy lęku separacyjnego, więc postanowiłam sprawić mu towarzystwo.

Jestem zwolennikiem poglądu "nie kupuj - adoptuj, a jak kupujesz, to z głową". Zdecydowałam się na zakup rasowego kociaka, ponieważ do tej pory Bury przypłacał zdrowiem towarzystwo innych futer w mojej kawalerce. Zależało mi na zdrowym maluchu całkowicie zsocjalizowanym z ludźmi i kotami, cierpliwie znoszącym zabiegi pielęgnacyjne, odróżniającym kuwetę od pralki i drapak od firanek. Wybrałam rasę devon rex ze względu na jej wesołe przysposobienie pozbawione agresji, szybkie uczenie się, małe gabaryty i krótkie futro.


Kicia wychowywała się w hodowli, w której dostała dopasowane do braciszka imię po znanym alkoholu. Już pierwszego dnia królewna zachowywała się jak u siebie, a ludzi traktowała zgodnie z ich przeznaczeniem. Jest strasznym pieszczoszkiem. Mruczy głośno, gdy tylko się na nią spojrzy, chętnie daje się nosić na rękach i gdy nie widzi człowieka, stanowczo wyraża niezadowolenie. Jej futerko jest ślicznie pofalowane i pluszowe w dotyku, a błękit oczu wzbudza zachwyt. Jak na devona przystało, nie opuszcza człowieka na krok i zawsze chce być blisko, najlepiej pod kołderką.

Z braku laku zamiast człowieka może użyć do poprzytulania innego kota, a tak się składa, że dysponuję jednym...



czwartek, 22 sierpnia 2013

Bajka o burym smoku i kuli

Dziś opowiem Wam o wygranej walce z chorym kocim brzuszkiem. W formie bajki, bo późna już godzina.

* * *

Dawno, dawno temu, w królestwie kuchni znajdowała się kraina przyzwoitego kartonu.


Karton zamieszkiwały w pełnej zgodzie małe koreczki i sympatyczna żółta kula. Całymi dniami wylegiwały się na słońcu, przetaczając leniwie z jednej strony kartonu na drugą lub skacząc jak pchełki.


Pewnego dnia bezbronny karton został nawiedzony przez futrzanego smoka, który dziko pomrukując, splądrował zawartość krainy i powyganiał koreczki do jej najdalszych krańców.


Smok wziął kulę w niewolę, nakazując jej składać sobie codziennie ofiary. Nic już nie było takie jak wcześniej. Zmęczona kula toczyła się osowiale po kartonie, ukazując przerażonym koreczkom poniesioną w starciu z żarłocznym smokiem wielką ranę.


Smok pokonywał wszystkich odważnych śmiałków, którzy usiłowali zbliżyć się do granic krainy kartonu.
Gdy wszelka nadzieja na odzyskanie wolności upadła, w królestwie kuchni zjawiła się istota, która zawołała smoka jego prawdziwym imieniem, skłaniając go do pohamowania olbrzymiego apetytu.


Wygnanie dzikich instynktów z umysłu smoka sprawiło, że z upływem czasu zaprzyjaźnił się z kulą i koreczkami, a powracającą do równowagi krainę zamieszkały także dźwięczące piłeczki.

Smok, który okazał się nosić imię alkoholowe, wykazuje od tego czasu silną tendencję do nieumiarkowania, lecz już nie w jedzeniu, tylko w myciu.


Spokojnej nocy!


PS. Z ostatniej chwili. Zdradliwy smok pozbawił kulę życia. Koreczki ogarnęła żałoba.


niedziela, 28 kwietnia 2013

Tygrys na smyczy

Korzystając z iście letniej pogody uwięziłam Burego w szelkach i wyniosłam do okolicznego parku, żeby pohasał wśród traw jak sarenka. Pierwszy kontakt z szelkami zawsze kończy się przemianą kota w gąsienicę, ale wreszcie ciekawość świata zwycięża.


Sarenka trochę się bała na początku, a po paru minutach zamieniła w jelenia na rykowisku. Nie chcę wiedzieć, co oznaczały te ryki w tłumaczeniu z kociego, na pewno nie była to pochwała przyrody. Na szczęście po kilkunastu minutach w miejsce kopytnego pojawił się tygrys kroczący dostojnie między drzewami i upatrujący potencjalnej zdobyczy.


Jak to w życiu każdego tygrysa bywa, raz nad trawą...


...raz pod trawą. W mleczach, a nawet w koniczynie.


Gdy już się kocię rozbrykało, pańcia skorzystała z okazji, by doprowadzić jego fryzurę do porządku. Z efektu czesania można było sfilcować drugiego kota.


Bieganie (także za kotem) jest męczące, więc relaksowaliśmy się chwilę w promieniach zachodzącego słońca obserwując dzieci, muchy i gołębie.


W drodze powrotnej Bury nie przepuścił okazji do lansu z zimnym łokciem, spoglądając ze swej wyściełanej aksamitami lektyki z wyższością na te wszystkie psy, które zmuszone są na własnych nogach wracać do domu.


Czy Waszym pociechom też zdarza się zażywać spacerów na świeżym powietrzu?


wtorek, 12 marca 2013

How to make a Grumpy Cat

Dziś przekażę Wam przepis, choć nie kulinarny.

Każdy z Was zna uroczą, zadowoloną z życia kotkę z memów internetowych. Kicia nie będzie rozmnażana, więc jeśli chcecie mieć podobnego przystojniaka, musicie zrobić go sami.
A potrzebujecie do tego dosłownie parę składników.

1. take some stalks / weźże badyle


2. take a kitty / weźże sierściucha


3. mix 'em up / zabełtaj


4. enjoy! / raduj się wielce! Albowiem...


NIE.

niedziela, 10 lutego 2013

Na poważnie

Dzisiejszy post będzie zbiorem poważnych przemyśleń i rozważań zilustrowanych starannie wyselekcjonowanymi fotografiami.

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu...

Albo nie.

Dziś głupie miny kota.

Oops... I did it again!

Chodzi jęzor koło nosa...

Zalegalizować!

Pańcia znowu gotuje...

Aaaa! Grrraaa! Aaa! To tak w skrócie.

Jak to "tuńczyk odpłynął"?!

Luke, I am your Kotek


Powiem Wam coś, tylko się nie śmiejcie... On tak na poważnie!